Rosyjska dusza

Idź do spisu treści

Menu główne

Żegnaj, ukochane miasto

Muzyczny salon

Faina Nikolas
Żegnaj, ukochane miasto...

Piosenki z czasów drugiej wojny światowej, które powstały w Związku Radzieckim, są najjaśniejszą stroną duchowego dzidzictwa narodu. Odzwierciedlały myśli, nadzieje i wiarę w zwycięstwo... Podnosiły bojowego ducha żołnierzy, pomagały w minutach ciszy odpocząć, zebrać siły i umocnić ducha przed bitwą.



                           Aleksander Czurkin                                               Wasilij Sołowiow-Siedoj

Jedna z piosenek jest wciąż popularna wśród polskich słuchaczy - „Wieczór na redzie”, znana także jako „Zaśpiewajmy, przyjaciele!” i „Żegnaj, ukochane miasto!”. Skomponował ją kompozytor Wasilij Sołowiow-Siedoj (1907-1979) do tekstu Aleksandra Czurkina (1903-1971). Oficjalnie przyjmuje się, że piosenka powstała w sierpniu 1941 roku.
W jakich okolicznościach powstało to oryginalne arcydzieło? Miejscem jej narodzin jest Leningrad, który już w pierwszych miesiącach wojny został przyfrontowym miastem. Na dalekich i bliskich rubieżach miasta budowano linie obrony. Cała ludność brała udział w tych pracach. Jak wszyscy leningradczycy, tak i autorzy przyszłej piosenki kopali okopy, gasili bomby zapalające, a wieczorami i w soboty pracowali w porcie „Leśny”. W tym czasie, jego nabrzeża były zawalone górami kłód i trzeba było je zabrać, złożyć w sztaple, by zmniejszyć niebezpieczeństwo pożaru od bomb zapalających.
Zachowało się wspomnienie kompozytora, wielokrotnie cytowane przez autorów różnych opracowań, o motywach pojawienia się przyszłej, słynnej piosenki. Wasilij Sołowiow-Siedoj opowiadał: „W sierpniu 1941 roku, razem z grupą kompozytorów i muzyków musiałem pracować przy załadunku drewna w leningradzkim porcie. Był cudowny wieczór... W pobliżu, na redzie, stał jakiś statek, z którego donosiły się do nas dźwięki harmonii i cicha piosenka. Akurat skończyliśmy nasze zajęcie i długo słuchaliśmy, jak śpiewają marynarze. Naszła mnie myśl, by napisać piosenkę o tym cichym, cudownym wieczorze, podarowanym przez los ludziom, którzy jutro, być może, wyruszą w niebezpieczny rejs, do walki. Po powrocie z portu, usiadłem do tworzenia …”
Poeta Aleksander Czurkin wspominał, że Sołowiow-Siedoj był zamyślony i, żegnając się, powiedział: „Nadzwyczajny wieczór. Godzien piosenki”. W jego umyśle już się zrodziła melodia. Zaproponował tematykę i jej długość - marynarze opuszczają ukochane miasto, żegnają się...
Czurkin napisał trzy zwrotki. Po dwóch albo trzech dniach Wasilij Pawłowicz zadzwonił: „Piosenkę skończyłem. Wyszedł długi, powtarzający się refren, a słów do niego brak. Przyjedź, by je stworzyć”.
Kompozytor zaproponował początek refrenu: „Żegnaj, ukochane miasto...”. Czurkin dodał: „Wkrótce wypływamy w morze”, ale Sołowiow-Siedoj nalegał na wariant - „Jutro wypływamy w morze”. Po krótkiej sprzeczce w zakresie rymu, Czurkin w końcu zgodził się, po czym przedłużenie refrenu napisano razem: „I wczesną porą mignie za rufą / Znajoma, błękitna chusteczka”.
Po ukończeniu piosenki, zainspirowani autorzy udali się na ulicę Architekta Rossiego, do Leningradzkiego Oddziału Związku Kompozytorów ZSSR. Ale prezentacja piosenki zakończyła się niefortunnie: była bardzo nie patriotyczna, nie nawołująca do walki z niezliczonymi wrogami radzieckiej władzy, do walki o komunizm na całym świecie, do budowania świetlanej przyszłości… Oto co powinno być w prawdziwej, radzieckiej pieśni! Potrzebny jest rześki, marszowy charakter, heroiczno-patriotyczna treść, a w „Wieczorze na redzie” ani heroizmu, ani patetyczności… jakaś liryczna sentymentalność o tym, że „mignie błękitna chusteczka”… Piosenkę osądzono jako „dekadencką i minorową”. Pozwolenia na jej wykonanie nie było.
W swoich wspomnieniach kompozytor pisał, że nie rekomendowaną do wykonania piosenkę on zaśpiewał sam, zimą 1942 roku, występując z frontowym zespołem, już po koncercie, w kręgu żołnierzy, w ziemiance pod Rżewem. Żołnierze poprosili, by zaśpiewał cokolwiek, by tylko było „serdeczne, dla duszy”. Wówczas autor zaśpiewał im piosenkę wybrakowaną przez urzędników.
Wasilij Pawłowicz wspominał: „Żołnierze w ziemiance... Od drugiej zwrotki zaczęli mi podśpiewywać i poczułem, że piosenka się spodobała, że trafiła do serc i ma prawo do życia… Od tego dnia, niczym po bezprzewodowym telegrafie przechodziła z ust do ust, z jednego frontu na drugi. A kiedy zabrzmiała w eterze, zaśpiewała ją cała ojczyzna.”
Ma się rozumieć, że otwarcie przeciwstawić się tak dostojnej organizacji, jakim był Związek Radzieckich Kompozytorów i złamać jego wskazówki, Sołowiow-Siedoj nie ośmielił się – oskarżono by go o najcięższe w tamtych czasach polityczne grzechy przeciwko reżimowi, dlatego „puścił” wersję, że żołnierze sami - bez pozwolenia, bez błogosławieństwa cenzury - zaśpiewali jego piosenkę. Uratowaną piosenkę zaczęli włączać do swego repertuaru różni wykonawcy, ale śpiewali ją na koncertach, ale jak najdalej od stolicy.
Egzystuje także inna wersja, że sprawa wyglądała inaczej… Rozżalony złym przyjęciem swojego utworu w Związku Kompozytorów, Sołowiow-Siedoj odwiedził w drodze do domu swoich starych przyjaciół - w Centralnym Zespole Floty Morskiej, kierowanym przez kompozytora Izaaka Dunajewskiego. Zaprezentował piosenkę kierownikowi chóru.
Ówczesny kierownik zespołu M. Wajnier opowiadał o zdarzeniach tego dnia: „Dobrze pamiętam tę wizytę. Wasilij Pawłowicz był podekscytowany i zły. Z kierownikiem chóru, Gierczykowym, zamknęli się w gabinecie i długo o czymś rozmawiali, a potem dobiegły mnie dźwięki fortepianu i przyciszony śpiew. Nieznana melodia, serdeczna, wzruszająca, zmusiła odłożyć wszystkie sprawy. Był to „Wieczór na redzie”... Tę piosenkę natychmiast przyjęliśmy, nauczyliśmy się i zaczęliśmy wszędzie wykonywać. Lato i, przynajmniej, całą jesień i zimę czterdziestego pierwszego roku wykonywana już była na wszystkich koncertach zespołu... W wykonaniu naszego zespołu „Wieczór na redzie” był nagrany na płytę i na pewno nie jeden raz transmitowało go radio”.
Zespół z ogromnym sukcesem wykonywał tę piosenkę także podczas swoich koncertów w Moskwie w 1942 roku. Wtedy też wypuszczono płytę w masowym nakładzie. Zresztą, kompozytor mógł o tym nie wiedzieć, ponieważ był ewakuowany za Ural. Po nadaniach radiowych, „Wieczór na redzie” zaczęły śpiewać tysiące, a nawet miliony ludzi. Na frontach zaś, bliska żołnierzom piosenka, zaczęła wyprzedzać artystów. Jak tylko zaczynał się koncert, widzowie już skandowali: „Wie-czór na re-die!..”
W latach wojny piosenka osiągnęła tak wielką popularność, że powstały różne jej warianty i przeróbki. Nie tylko marynarze uważali ją za „swoją”. „Ruszamy jutro w pole...” - zapewniali piechurzy. Spadochroniarze przed wypadem na tyły wroga śpiewali: „Żegnaj, ziemio kochana! Nasz desant odlatuje. I w dalekim kraju, za ziemię ojczystą, desantowiec nie drgnie w walce”. Krymscy partyzanci przeinaczyli piosenkę na swoją modłę: „Żegnaj, ukochane miasto! Ruszamy jutro w góry...” Nawet włoscy partyzanci, wykorzystując ten motyw, śpiewali o dziewczynie - uczestniczce ruchu wyzwoleńczego.
Piosenka „Wieczór na redzie” weszła do repertuaru licznych znanych wykonawców, takich jak: K. Szulżenko, M. Magomajew, Ł. Gurczenko I. Kobzon, O. Pogudin.
Dlaczego ta pokojowa i cicha piosenka, w której ani razu nawet nie wymienia się słowo „wojna”, tak zawładnęła sercami w surową porę? Prawdopodobnie dlatego, że mówiła o tym, co przeżywały miliony ludzi - o rozstaniu z kochanymi, bliskimi miejscami. Wydaje się, że sekret tkwi we właściwie uchwyconym, prosto i prawdziwie przekazanym uczuciu miłości do rodzinnego domu, do wszystkiego, co nam bliskie i drogie i co trzeba było obronić w okrutnej, śmiertelnej walce. I jeszcze, prawdopodobnie, dlatego, że zawiera w sobie nie tylko prawdziwy smutek i zamyślenie, ale i wielką wewnętrzną siłę.
Piękna, czysta, serdeczna piosenka o rozstaniu, przeżywszy swoich autorów dźwięczy nadal w wykonaniu kolejnych pokoleń piosenkarzy i wywołuje w nas, współczesnych słuchaczach, te same, chwytające za serce uczucia, jak kiedyś u naszych ojców i dziadków.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego