Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Rosyjska dusza

Idź do spisu treści

Menu główne

Walc nieznający granic

Muzyczny salon

Faina Nikolas
Walc nieznający granic

Stworzony na polskiej ziemi walc „Niebieska chusteczka” pokonał długą drogę, przemierzając kraje i kontynenty i po prawie trzech dekadach wrócił do ojczyzny razem z autorem - kompozytorem Jerzym Petersburskim.


Badacze muzycznej spuścizny wojennych lat, odkryli w kijowskich archiwach teczkę z niezwykłą nazwą: „Pieśni wojennych lat - przerobione z pieśni czasów pokojowych”. Były w niej zebrane sprawozdania oficerów politycznych z frontów Wojny Ojczyźnianej, partytury i nuty. W jednej z depesz informowano: „…Czerwonoarmista Niemczynow, z zespołu pieśni i tańca kijowskiego szczególnego okręgu wojskowego, wykonał dla żołnierzy odchodzących na front, na kijowskim dworcu, 29 czerwca b.r., nową pieśń Jerzego Petersburskiego „Pożegnalna”, którą dowódcy i żołnierze przyjęli z ogromnym entuzjazmem, prosili aby wykonawca przepisał im tekst, a wykonywać ją, już na pozycjach, będą sami, bo melodia jest im znana…” W teczce znajdowała się kartka z nutami. Okazało się, że dokładnie pokrywała się z melodią „Niebieskiej chusteczki”, której partytura także znajdowała się w teczce.

W „Encyklopedii Radzieckiej Pieśni” odnotowano: „Pieśń „Dwudziestego drugiego czerwca, o czwartej rano”, trwająca 1 minutę i 47 sekund, została napisana do melodii Jerzego Petersburskiego, słowa ludowe z 1941 roku.” Opis: „…Киев бомбили, нам объявили, что началась война…”.
Jak wyjaśnić sprzeczność informacji?
Spróbujemy prześledzić historię pieśni krok po kroku.
Jej początki sięgają Rosyjskiego Imperium, kiedy w Warszawie urodził się kompozytor, pianista i legenda polskiej muzyki estradowej - Jerzy Petersburski (1895-1979). Rodzina była niezwykle muzykalna. Pierwszych lekcji gry na fortepianie udzielała Jerzemu jego matka Paulina. Po ukończeniu szkoły średniej, wstąpił on do Konserwatorium Muzycznego w Warszawie, gdzie Aleksander Michałowski prowadził klasę fortepianu. Potem był Wiedeń, gdzie pod kierunkiem profesora Arthura Sznabla  kontynuował studia gry na fortepianie, a także kompozycję i dyrygowanie. Imerich Kalman wysoko ocenił talent Petersburskiego, przepowiadał mu błyskotliwą karierę muzyczną i poradził, by zajął się tworzeniem muzyki estradowej. Młody kompozytor posłuchał rady. Napisane utwory „lekkiego gatunku” - piosenki - szybko przyniosły Petersburskiemu popularność.
W 1921 roku, Jerzy wrócił do Warszawy. Tu współpracował z kabaretami i teatrzykami rewiowymi: „Miraż”, „Czarny kot”, „Morskie Oko”, „Qui Pro Quo”. Przez osiem lat występował z orkiestrą „Gold i Petersburski” w modnej restauracji „Adria”. Tworzył szlagier za szlagierem. Jego piosenki były rozchwytywane, chętnie je śpiewali tacy popularni wykonawcy, jak: Hanka Ordonówna, Ludwik Sempoliński albo Aleksander Żabczyński.
Z nastaniem ery filmu dźwiękowego, muzyka Petersburskiego zabrzmiała z ekranów kinowych… Ale światową sławę zdobył jako „Król tanga”, komponując wytworne, melodyjne i eleganckie tanga - wystarczy wspomnieć Oh, Donna Clara (1928), To ostatnia niedziela (1936). Na marginesie warto wspomnieć, że To ostatnia niedziela i Już nigdy, w latach 30-ch zostały wydane w olbrzymim nakładzie na radzieckich płytach, ale nazwisko kompozytora, ze zrozumiałych względów, nie zostało wymienione. W 1936 roku, Petersburski został nagrodzony „Złotym Krzyżem Zasługi”, jako pierwszy polski kompozytor, „którego muzyka przekroczyła granice”.
W wrześniu 1939 roku, Jerzy został zmobilizowany i znalazł się w zajętym przez ZSSR Białymstoku. Uzyskawszy radzieckie obywatelstwo i stając się Jurijem Jakowlewiczem, Petersburski brał udział w organizacji białostockiej jazz-orkiestry, potem był pianistą w Teatrze Miniatur, po rozwiązaniu którego trafił do orkiestry swojego kuzyna G. Golda we Lwowie. Z tą orkiestrą realizował tournee po kraju. Stale tworzył nowe utwory, uzupełniając repertuar orkiestry. Pod koniec 1939 roku albo zimą 1940 (być może w Białymstoku) powstał miły, skromny walc. Przy czym, współcześni twierdzili, że stworzył on go przypadkowo, improwizując, gdy na moment usiadł do pianina.
Latem 1940 roku, orkiestra występowała w Moskwie. Na jednym z koncertów, w ogrodzie „Ermitaż”, był obecny poeta i dramaturg Jakub Galicki (Goldenberg), któremu szczególnie spodobał się  skromnie brzmiący, nieskomplikowany walc. On szybko stworzył i zapisał w notesie infantylny tekst:
Sinieńkij skromnyj płatocziek
Padał z apuszcziennych plecz.
Ty gawariła, czto nie zabudiesz
Łaskawych, radasnych wstriecz.
Po koncercie kompozytor i poeta spotkali się. Petersburskiemu wiersz spodobał się i po kilku dniach odbyła się premiera piosenki „Błękitna chusteczka” w wykonaniu solisty orkiestry Stanisława Laudana (Laudan albo Landau). Tu odejdziemy trochę od tematu: Piosenkarz później pracował w jazzowej orkiestrze Eddy Roznera, walczył na Monte-Cassino w składzie armii generała Władysława Andersa, a po wojnie osiedlił się w Anglii, zajmował się wydawnictwem, nagrywał płyty. Przetłumaczona przez niego na język angielski i nagrana na płycie w 1958 roku „Błękitna chusteczka” - The Blue Shawl stała się jego popisowym numerem.
Laudan źle mówił po rosyjsku i śpiewał ze śmiesznym akcentem, ale to tylko dodawało uroku. Piosenkę natychmiast polubili moskwianie i bardzo szybko stała się prawdziwym szlagierem. Do swojego repertuaru włączyli ją znani wykonawcy, tacy jak: Wadim Kozin, M. Garkawi, Lidia Rusłanowa. W 1940 roku, „Błękitna chusteczka” została nagrana na płytę gramofonową w Leningradzie, przez popularną w tych latach piosenkarkę Jekatierinę Jurowską. Tym razem wymieniono autorów tekstu i muzyki - Jakub Galicki i Jerzy Petersburski. W Moskwie, tym czasem, nagrano piosenkę w wykonaniu Izabelli Juriewoj. Stała się ona nieodłącznym elementem sal tanecznych, gdzie w modnym wtedy walcu, beztrosko kręciły się pary i była jednym z najpopularniejszych utworów przedwojennego okresu. Ale czas pokoju się skończył:
Dwudziestego drugiego czerwca,
Równo o czwartej godzinie,
Kijów bombardowano, nam ogłosili,
Że rozpoczęła się wojna!
Pierwszego dnia wojny, poeta Borys Kowyniow opublikował w gazecie południowo-zachodniego frontu wiersz „Dwudziestego drugiego czerwca”, napisany do melodii ulubionego walca, a 29 czerwca 1941 roku, z głośników zabrzmiała piosenka, którą na Ukrainie nagrał na płytę żołnierz N. Niemczynow. Kowyniow nazwał ją „Pożegnalną”, ale ta nazwa nie przyjęła się. Na fali patriotyzmu, piosenka natychmiast stała się znana w całym kraju i była śpiewana przez miliony obywateli! Do żołnierzy walczących na frontach przyjeżdżało z koncertami mnóstwo zespołów estradowych. Razem z nimi, pieśń ta włączyła się do walki. Wykonawcy wprowadzali w tekście coś od siebie i tak, Lidia Rusłanowa zmieniła zakończenie tekstu Galickiego:
Ty już odjeżdżasz daleko.
Oto bezlitosny dzwonek.
I przy wagonie, nocą bezsenną
Jesteś już dziwnie daleki.
W nocy czas
Pożegnaliśmy się z tobą.
Pisz, mój przyjacielu,
Chociaż kilka linijek,
Miły, dobry, bliski…
W 1942 Lidia Rusłanowa nagrała ten wariant „Niebieskiej chusteczki” na płytę gramofonową, ale do rozpowszechnienia ona nie trafiła. Płyta ukazała się dopiero po czterdziestu latach, w 1982 roku.
„Błękitną chusteczkę” wykonywała na frontowych koncertach jeszcze jedna popularna piosenkarka tego okresu - Klaudia Szulżenko. Klaudia Iwanowna (1906-1984) - to cała epoka w historii radzieckiej estrady. O niej, napiszemy innym razem.
Pod koniec czerwca 1941 roku, piosenkarka razem z jazz-orkiestrą występowała przed żołnierzami na pierwszej linii frontu, w szpitalach, przed obrońcami oblężonego Leningradu, dając przez wszystkie lata wojny ponad 500 koncertów. Leningradzki pisarz A. Barten wspomina, że 5 kwietnia 1942 roku, Szulżenko śpiewała piosenkę z tekstem J. Galickiego, ale wkrótce nastąpiło ważne spotkanie, które wpłynęło na losy jego uczestników i samej piosenki.


W kwietniu 1942 roku piosenkarka występowała ze swoim zespołem na froncie wołchowskim. Po jednym z koncertów, Szulżenko poznała redaktora literackiego gazety „W decydujący bój!” 54. armii, lejtnanta Michaiła Maksimowa. Szczegóły tego spotkania trochę różnią się, nawet w interpretacji samych uczestników, dlatego trudno jednoznacznie stwierdzić, czy piosenkarka poprosiła o napisanie nowego tekstu „Chusteczki”, czy korespondent wojenny sam wyszedł z taką propozycją…
Najważniejsze, że znajomość ta zapoczątkowała nową historię piosenki: 9 kwietnia (wg innych  źródeł - 12 kwietnia) 1942 roku, Szulżenko zaśpiewała „Niebieską chusteczkę” z nowym tekstem. Sukces przeszedł wszelkie oczekiwania. Publiczność zmuszała artystę do bisowania.
Maksimow oparł się na tekście Galickiego, ale część zwrotek dostosował do wojennych realii. Chusteczka w jego tekście stała się symbolem wierności żołnierza, walczącego za tych, z którymi jego rozłączyła wojna, - „za nich - takich pożądanych, kochanych, bliskich”, „za błękitną chusteczkę, która była na kochanych ramionach”. Piosenka zaczynała się tak:


Pamiętam, jak w niezapomniany wieczór
Spadała chustka z twoich ramion,
Gdy odprowadzałaś i obiecałaś
Chronić niebieską chustkę.
Wiersz został opublikowany we frontowej, dywizjonowej gazecie „Za Ojczyznę!”, Nr 101 z 8 czerwca 1942 roku, z autorskim podpisem „Lejtnant M. Maksimow”. Wkrótce ukazał się w wielu gazetach frontowych, na pocztówkach, zabrzmiał z płyt gramofonowych. Wkrótce śpiewano „Niebieską chusteczkę” na całym froncie i na tyłach… Ani jeden koncert Szulżenki już nie odbył się bez „Chusteczki” i od tamtej pory, piosenka weszła na stałe do jej repertuaru.
W listopadzie 1942 roku na ekrany wszedł film „Koncert - dla frontu” w reżyserii M. Słuckiego. Wystąpiła w nim także Szulżenko z „Niebieską chusteczką”. Film przyniósł piosence prawdziwą, ogólnonarodową popularność. lotnicy na kadłubach swoich myśliwców pisali: „Za niebieską chusteczkę!”, czołgiści umieszczali na pancerzach swoich maszyn, artylerzyści – na lufach armatnich… Cekaemiści w ogóle uważali, że piosenka jest o nich, jeśli kończy się słowami: „Śle serie cekaemista za niebieską chusteczkę…”.
W historii „Niebieskiej chusteczki” słowa odegrały decydującą rolę. Właśnie dzięki nim, piosenka stała się symbolem wojennych czasów. Kim w końcu był ten tajemniczy „Lejtnant M. Maksimow”, dzięki któremu piosenka zdobyła niebywałą popularność w czasie wojny i, jak się okazało, przetrwała kolejne dziesięciolecia?
Michaił Aleksandrowicz Maksimow (1907-1992) w czasie pokoju był cywilem. Był absolwentem Leningradzkiеgo Instytutу Inżynierów Społecznego Żywienia, wykładowcą, kierownikiem rejonowego przedsiębiorstwa żywieniowego.
26 czerwca 1941 roku, jako ochotnik, wyruszył na front. Najpierw był pomocnikiem dowódcy artyleryjsko-karabinowego batalionu, od stycznia 1942. został współpracownikiem literackim, a późnej naczelnym redaktorem dywizjonowej gazety 54. armii  frontu wołchowskiego - „W decydujący bój!”. Po wojnie wrócił do Leningradu i podjął pracę w swoim zawodzie - był dyrektorem restauracji „Metropol” i dodatkowo pracował jako nauczyciel. Michaił Aleksandrowicz był nieprzeciętnym człowiekiem. Elegancki przystojniak, wykształcony, inteligentny, błyskotliwy rozmówca, dusza towarzystwa. Oprócz tego, że pisał wiersze, nieźle rysował, ale najbardziej zdumiewające były jego zdolności muzyczne. Mając absolutny słuch, posiadał „mozartowską pamięć” – raz usłyszany utwór muzyczny mógł powtórzyć grając na fortepianie. Przy czym, grał wspaniale, dzięki wrodzonym zdolnościom.
Był skromnym człowiekiem, nigdy się nie popisywał swoim talentem. Nawet swoje współautorstwo w „Niebieskiej chusteczce” ukrywał przez wiele lat.
Po wojnie mało kto próbował wykonywać tę piosenkę – była ona „sztandarową” piosenką Klaudii Iwanowny Szulżenko. W 1976 roku, rozpoczynając swój jubileuszowy koncert, siedemdziesięcioletnia piosenkarka wyszła na scenę trzymając w ręce niebieską, jedwabną chustkę. Widzowie powitali ją oklaskami na stojąco. Te oklaski przeznaczone były nie tylko dla piosenkarki, ale i dla piosenki, która przeszła najokrutniejszą wojnę wraz z żołnierzami.
Ale, szanowni czytelnicy, to jeszcze nie koniec historii „Niebieskiej chusteczki”, bo piosenka „przekroczyła” granice Związku Radzieckiego. Jej kariera rozwijała się swoimi drogami: w 1945 roku pojawił się francuski wariant, następnie hiszpański, izraelski, angielski, amerykański…
Lotem 1967 roku Jerzy Petersburski odwiedził rodzinną Warszawę. Przyjechał z Argentyny, gdzie mieszkał od 18 lat, będąc kompozytorem o światowej sławie. Właśnie ten przyjazd stał się impulsem do stworzenia polskiego wariantu „Niebieskiej chusteczki”. Na początku września 1967 roku, Artur Tur (Artur Cwibak) do spółki z Agnieszką Feill napisali polski tekst Niebieskiej chusteczki.
Polski wariant był napisany specjalnie dla Sylwii - przyszłej żony Petersburskiego. Sylwia - to pseudonim artystyczny piosenkarki operowej Stanisławy Klejdysz-Petersburskiej. Piosenkarka włączyła piosenkę-prezent Artura Tura do swego repertuaru i nagrała ją w Polskim Radiu. Pierwotnie „męska” piosenka, w polskiej wersji stała się „żeńską”.
W 1968 roku, popularny kompozytor wrócił do Polski na stałe, po 28 latach nieobecności. To była niespodzianka dla fanów jego twórczości, bo przecież zamieszkując w Buenos Aires, Petersburski był bardzo znanym i zamożnym człowiekiem. W 1968 roku odbył się jego ślub z Sylwią Klejdysz, a po roku urodził się Jerzy-junior.
W 1968 roku została wydana długogrająca płyta „Niezapomniane przeboje Jerzego Petersburskiego” i na niej była „Niebieska chusteczka” w wykonaniu popularnego piosenkarza Jerzego Połomskiego. Piosenka wkrótce stała się „wizytówką” Jerzego Połomskiego i pokochały ją miliony Polaków. W tekście zostały zmieniane liczne zakończenia i przerobiony refren, w wyniku czego przeobraziła się ona na wskroś lirykę miłosną, a chustka przekształciła się w upominkową chusteczkę do nosa - „mokrą od łez” w chwili pożegnania, podczas gdy w rosyjskim wariancie była to chustka na głowę - „spadała z opuszczonych ramion”.


Do dnia dzisiejszego „żyją i cieszą się dobrym zdrowiem” zarówno „Niebieska chustka”, jak i "Niebieska chusteczka". Przecież piosenki, tak jak ludzie - każda ma swoją biografię, swój los. Jedne umierają, na krótko pojawiając się na świecie i nie zostawiają po sobie śladu. Inne zapłoną jasno, ale bardzo szybko gasną. Ale są i takie, które żyją długo i nie starzeją się. Dlatego właśnie są nam drogie - takie różne i niepodobne, bliskie i dalekie.

Na zdjęciach:
Jerzy Petersburski
Michaił Maksimow
Klaudia Szulżenko


Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego